Kto czytał moje bio ten wie, że fotografią zajmuję się zawodowo… czy też profesjonalnie. Wybierz co brzmi dla Ciebie lepiej. Przyznaję, z fotografami jest tak, że w pewnym momencie się nudzą, wypalają, leniwią… lub najzwyczajniej w świecie zostają w tyle. Takie momenty spotykają zdecydowaną większość. Jak już ten moment nadejdzie, to są dwie opcje; poddać się i zostać Januszem fotografii lub adaptacja. Okres znudzenia dotknął również mnie. I wtedy zacząłem kombinować i przekombinowywać. Ale od początku.

Lojalny użytkownik Canona zostaje hipsterem

Z Canonem byłem od dawna. Używałem modeli z górnej półki, jak na potrzeby fotografa ślubnego. Był 5D, 5D Mark II, Mark III, 5Ds, 1Dx oraz 5D Mark IV. Świetne aparaty, aczkolwiek często oglądając ludzi na Youtube jak zachwycają się nowoczesną technologią, zacząłem główkować nad zmianą. Na nieszczęście moje kombinowanie zaczęło się podczas wysypu hipsterskiego trendu. Firma Fuji zawaliła rynek X-T2, xpro i innymi symbolicznymi nazwami. W dodatku spore grono moich znajomych zrobiło nalot na sklepy fotograficzne i obkupili się tymi fudżikami. No i fajnie. Olać biedę, podczas jakichś tam warsztatów fotograficznych w Krakowie popędziłem do sklepu, przeciągnąłem Mastercardem, kilka tysięcy się wydrukowało na paragonie i wyszedłem ze sklepu jako hipster z fuji x-t2. Fajny, malutki, stylowy. Do tego szarpnąłem się na obiektyw 23mm 1.4; normalnie bomba. Całe warsztaty męczyłem kolesia o ksywie Czacha spod białoruskiej granicy, który był kompanem podczas warsztatów, aby mi pomógł ustawić ten aparat. Robiłem foty ale coś było nie tak. Brutalnie mówiąc były gówniane. Coś zdecydowanie innego niż dawał mi Canon 5D Mark III.

Zdjęcie Fuji X-T2 dzięki uprzejmości Asia Jaskólska – Fotograf Wrocław

Aparat ustawiony, okazji do robienia zdjęć dziesiątki. Święta BN się zbliżały, więc fajne Christmas markety, Berlin z milionem światełek, mroźne dni z pięknym słońcem… na brak nudy nie można było narzekać, tylko ten hipstersko wyglądający aparat coś nie współpracował z moim okiem, stylem edycji zdjęć… Dwa miesiące wytrzymałem. Sprzedał się jak świeże pieczywo. Wyciągnąłem Canona z szafki, zrobiłem kilkanaście zdjęć i humor wrócił. Jednak potrzebuję pełną klatkę, rozmycie, głębie. Ech… hipster ze mnie żaden zatem. Zresztą, czy widzieliście hipstera bez tatuaży widocznych gołym okiem, bez brody, wąsika, okularów… z nadwagą? No właśnie.

Chwilę później Canon wpuścił na rynek 5D Mark IV. Tu proces decyzyjny był jeszcze szybszy niż w przypadku Fuji. Karta ciach i aparat w domu. I to był mój najfajniejszy aparat. Wesela, sesje, wszystko było jak trzeba. Nawet live view używałem… Piękna sprawa do momentu kiedy jak boomerang wróciło zmęczenie, niezadowolenie, wypalenie…

Teraz na serio

Satysfakcja trwała jeden sezon. Krótki sezon. Znajomy fotograf z Warszawy, połowa WhiteSmoke Studio, przyjechał na kawę. Z torby wyciągnął magiczny obiektyw zapięty na dziwaczną puszkę.

Puszka to aparat w slangu fotograficznym. Ta część, to sam aparat, bez obiektywu.

Ja Michała kojarzę z aparatami Leica (to takie drogie aparaty). A on mi tu zachwala Sony. No i pokazuje mi na tylnim wyświetlaczu: “patrz, jak tu przycisnę, to pojawia się zielony kwadracik na oku. Teraz możesz telepać głową, kiwać się na boki, a i tak zrobię dobre zdjęcia”. 

Więc patrzę, a w głowie kilka myśli z przeszłości. Jakieś tradycje w stylu.. “SONY to robi dobre telewizory”; “nie kupuj tego bo już kiedyś mieli aparaty i zniknęli z rynku”; “duża firma z małym udziałem na rynku fotograficznym”; “będzie płacz jak kupisz sony”… “ja pierdolę, naprawdę Michał zrobił serię ostrych zdjęć mimo, że telepałem głową jak na koncercie Metallica, na którym nigdy nie byłem”.

Pobawiłem się, pstryk tu, pstryk tam. Oddałem, ręce spocone, ale po wtopie z hipsterskim fuji, czas na rozwagę i YouTube. Spędziłem dużo czasu na YouTube i zagranicznych forach. Byłem ciekaw jak ten sprzęt się użytkuje, jego wady problemy itd. No i co wybrać… bo są jeszcze inne modele jak A7RIII i A9. Różnice i finalnie, który dla mnie.

Sony A7III dla fotografa ślubnego

Przekonały mnie 3 tematy.

  1. Genialny system focus oraz Eye AF. W Canonie na każdym ślubie czy też sesji, w tyle głowy miałem myśl – pilnuj focusa. Ręcznie klikanie joystickiem po ekranie, ustawianie punktu ostrości, kombinowanie, zastanawianie się… to męczy. Sony uwolniło moją głowę. Mogę oddać się przyjemności robienia zdjęć. To naprawdę ulga. Również, teraz, praktycznie każde zdjęcie mam ostre. A to sukces.
  2. Społeczność. Wygląda na to, że firma Sony słucha użytkowników ich sprzętu. Ludzie narzekają. Narzekali w poprzednim modelu (Mark II) na jeden slot karty pamięci, brak joysticka, słabą baterię, przegrzewanie się itd. Proszę Państwa, model III ma wszystko ogarnięte, tak jak chcieli użytkownicy. Podczas gdy Canon i Nikon, uważałem ich za władców rynku fotograficznego, skupiają się na dziwnych projektach nikomu nie potrzebnych. Powiedz mi, jeżeli bawisz się w fotografię, po co Canon pracuje nad obiektywem 50-1000mm wartym ponad 60tyś euro. ? Ja tego nie czaje.
  3. Cena. Mniej niż 10tyś złotówek. Czad. Poproszę kilka sztuk.

Cieszy mnie robienie zdjęć

Kryzys i teoretyczne wypalenie się? To było zwyczajne niezadowolenie ze sprzętu patrząc z perspektywy czasu. Obecna potrzeba zmian na poziomie zero. Satysfakcja, w końcu. Przechodząc z Canon na Sony, wydarzyła się jeszcze jedna sprawa. A7III jest ze mną wszędzie. Sama myśl, że mam robić nim zdjęcia mnie nakręca. Wrócił utracony na etapie Canon 5D Mark III zapał do robienia zdjęć codzienności, rodzinie, wakacjom. I pewne jest to, nie wracam do Canona bo Sony dało mi ponownie wielką radość z robienia zdjęć (nawet osobiste projekty wracają do życia, mam zamiar robić je już niedługo, większość z nich będzie tu na blogu).

Jeszcze jedno: jakie obiektywy do Sony na początek

Sony Wedding Roadshow

Już niebawem na blogu. Byłem, widziałem, mówiłem, więc teraz czas na kilka słów co to było. Bo tak, to prawdziwy show on the road, 3 miasta, 3 dni i dziesiątki fotografów z zakątków Polski. Zapraszam do bloga.