Czasem jest tak, że jedno z rodziców gdzieś wyjeżdza samo. Raz tata, raz mama… No dobra, częściej ja wyjeżdżam na dłużej niż dwa dni. Ale dzisiaj, to właśnie mama poleciała na swoje zasłużone wakacje. Tym oto sposobem cały tydzień chłopaki rządzą. Przyznam szczerze, myślałem, że Leo włączy tryb “koala” dzisiaj rano jak odwoziliśmy A. na lotnisko.

Tryb koala: to moment kiedy Leo przyklei się do jednego z nas i nie chce puścić. Występuje w różnych sytuacjach; gdy się boi, gdy nie chce czegoś wbrew jego woli, gdy się stęsknił. Przytula, wbija szpony i nie puszcza.

Nic z tych rzeczy. Było spoko. Zrobiliśmy kilka zdjęć, krótki spacer po lotnisku, pożegnaliśmy się i już. Mama poleciała na wakacje, a my swoje.

Dzień pierwszy rozpoczęty. Klasycznie, żłobek do 16stej a później szaleństwo, które każdy inaczej rozumie. My dzisiejsze popołudnie spędziliśmy w kuchni. Bez “pracy i moich klientów na telefonie”.

Spaghetti

Czy istnieje coś takiego jak pamięć dziecka z brzucha matki? No wiecie, z czasów ciąży. Sporo w internecie o pamięci prenatalnej, nie wiem czy to bujda czy potwierdzone, natomiast gdy A. była w ciąży wiele razy opychaliśmy się między innymi włoską kuchnią. W szczególności spaghetti. Każdorazowa wizyta we Włoszech to doznania kulinarne. Pizza, pasta. Taki ten kraj jest, a na koniec espresso. Więc teoretycznie odwołując się do smaków z czasów ciąży, postanowiłem ugotować moje pyszne spaghetti z nadzieją, że Leo przełamie schematy wybrzydzania jedzenia.  Niestety te czasy nastały i trwają… w sumie od czasów kiedy u babci B. przez tydzień nasz brzdąc miał super potrawy, lepszy wybór niż w restauracji, każdego dnia wszystko świeże i gotowane na bieżąco. Luksus. (dzięki baba…)

Więc zabraliśmy się za gotowanie i smażenie. Leo wymiękł po 12-15 minutach i wolał zabawki, książkę z biedronką i inne opcje. Wszystko tylko nie pomaganie w kuchni.

Po godzinie zasiedliśmy do stołu. Nie wiedział co dostanie; pewnie liczył na swoją aktualnie ulubioną zupę, która mama ugotowała mu i przygotowała na najbliższe dni. Zaskoczony był. Oj był. W misce zupy nie było, ale zapach dotarł do Leo natychmiast. Oddał smoczek, podniósł ręce do góry na znak, że jest gotowy aby go posadzić przy stole. Nie będę Tobie pisał jak dobre jest moje spaghetti. Przyjmij jako fakt, że lepszego nie ma.

Wersja dziecięca od normalnej różni się tylko i wyłącznie makaronem. Dla Leo zawsze kroję na drobniejsze części aby nie wypadało mu jedzenie z łyżki, rąk, buzi… po prostu jest czyściej. Jak już się domyślasz, miskę opróżnił. Najpierw karmiłem go, później sam przejął kontrolę nad łyżka i tempem jedzenia. Więc miałem okazję zrobić to zdjęcie

Błysk w oku, buzia upaćkana od sosu, ręce zresztą też. Ale cel osiągnięty; Leo szczęśliwy i najedzony. Możliwe nawet, że zjadł więcej niż było mu dane. A po obiadokolacji interaktywne zabawy. Piłka, książka z kolorami, zabawa w ganianego. W między czasie FaceTime z A. – oficjalnie abyśmy się nie martwili, bo doleciała i jest wszystko OK; nieoficjalnie sprawdzała nas czy nie roznieśliśmy chaty.

Klasycznie wieczorny prysznic. Wyłapałem kilkanaście dni temu, że Leo nie ma już oporów aby zostać samemu pod prysznicem. Wystarczy spełnić wymogi: ciepła woda, wysypać wszystkie zabawki na podłogę oraz włączyć muzykę. Jak to jest, to może tam siedzieć nawet godzinę. Bawi się, klaszcze, coś tam śpiewa pod nosem po swojemu, gada, krzyczy, oblewa szybę i ściany wodą… generalnie mu to pasuje. To też czas dla mnie aby przygotować dom na noc oraz zrobić jego mleczny napój. Ciepłe mleko formuła na noc to podstawa.

W ten sposób nasz dzień się kończy. Leo już śpi, ja kończę pisać bloga oraz odpisywać na maile popołudniowe od klientów z innych stref czasowych i w głowie pozostaje mi tylko jedna myśl… jak ja dawno nie ustawiałem budzika. Coś co właśnie ogarniam. Pobudkami zajmuje się u nas A. i Leo… jak wiesz A. jest na wakacjach, więc co jeśli Leo postanowi spać dłużej? Przegapimy żłobek? Dobranoc, budzik ustawiony na 7:15 rano!